O płaskoziemcach

Patrząc w sposób obiektywny na niektóre teorie spiskowe nie sposób uniknąć swoistego podziwu oraz fascynacji tematem. Myśl, że wszystkie te bezpodstawne tezy, do których fałszu trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości, znajdują swoich zwolenników jest równocześnie intrygująca i straszna. Nie jest to szczególnym zaskoczeniem, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że Internet jest miejscem, gdzie obok rzetelnych publikacji naukowych możemy natrafić na fantastycznie brzmiące wpisy.

Flagowym wręcz przykładem teorii spiskowych zdaje się być ruch płaskoziemców. Jest to grupa ludzi, która twierdzi, że nasza planeta wcale nie jest kulą zawieszoną w kosmosie, lecz płaską tarczą, której krawędzie pokryte są grubą warstwą śniegu i lodu (czyli jak w mniemaniu wyznawców tej teorii w rzeczywistości wygląda Antarktyda). 

Skoro mamy już teorię spiskową, a mianowicie – Ziemia wcale nie jest kulą, potrzebujemy jeszcze spisku, który stałby za tą światowej skali mistyfikacją. Otóż według wyznawców tej teorii, wszystkiemu winni są jak zawsze Amerykanie, a dokładniej NASA. W końcu jak inaczej można by wytłumaczyć znane nam dobrze zdjęcia satelitarne, gdzie wyraźnie widoczna jest kulistość Ziemi. NASA miała by być więc przykrywką dla dążeń rządu Stanów Zjednoczonych, których osiągnięcie miałoby skutkować  zdobyciem przewagi politycznej nad resztą świata. Choć trzeba tutaj zaznaczyć, że nie jest to jedyna dostępna w Internecie teoria, bowiem sami płaskoziemcy wydają się w tej kwestii nie do końca zgodni. 

Cały ruch zapoczątkował w XIX wieku jeden człowiek – Samuel Birley Rowbotham, który pod wpływem średniowiecznych oraz starożytnych poglądów opublikował obszerną, 430-stronicową rozprawę, w której usiłował dowieść, że Ziemia jest ogromnym, płaskim dyskiem, otoczonym ścianami z lodu. W jego centrum miał znajdować się biegun północny,  nad nim Słońce, Księżyc i planety, a całość zamykała kopuła o wysokości kilkuset metrów.

Jego poglądy zyskały kilkutysięczne grono zwolenników w Europie, a powołanie przez nich do życia organizacji Universal Zetetic Society spowodowało ich przeniknięcie do Stanów Zjednoczonych, gdzie spotkały się ze szczególnym zainteresowaniem w kręgach chrześcijańskich fundamentalistów. UZS nie przetrwało próby czasu, ale nie oznacza to, że nie mieli swoich następców – obecnie ich “dzieło” kontynuowane jest przez Towarzystwo Płaskiej Ziemi, powołane w 1956 roku. 

Co ciekawe popularność tej teorii spiskowej nie maleje. Choć zdawać by się mogło, że żyjemy w XXI wieku i posiadamy dostęp do nieograniczonych wręcz narzędzi rozwoju nauki, badania wskazują, że już co szósty Amerykanin powątpiewa w kulistość naszej planety. Podobnie myśli aż siedem procent Brazylijczyków, czyli 11 milionów mieszkańców tego kraju, czy cztery procent Polaków. Trend ten szczególnie widoczny jest wśród osób młodych, stwierdzenie więc, że kluczową rolę w rozprzestrzenianiu tej teorii odegrał Internet nie będzie dalekie od prawdy.

W jaki sposób, jeśli w ogóle jest to możliwe, podjąć dialog z płaskoziemcami? Tego niestety, nie sposób stwierdzić. A warto tu również mieć na uwadze, że sama teoria jest niejako królową wszystkich innych teorii spiskowych. Od płaskiej Ziemi do Iluminatów czy Reptilian jest już bowiem naprawdę niedaleko. Nasuwającym się wnioskiem wydaje się być więc zaufanie. Póki ludzie nie nauczą się ufać rządom, politykom, czy naukowcom oraz doszukiwać się drugiego dna we wszystkich podejmowanych przez nich działaniach zmuszeni jesteśmy do egzystencji z ludźmi wierzącymi, że Ziemia jest tarczą.

Karolina Świstuń